Kennedy Blanche Lightwood - Claire Boucher

Go down

Kennedy Blanche Lightwood - Claire Boucher

Pisanie by Kennedy on Nie Maj 20, 2012 6:11 pm

Imię i nazwisko: Kennedy Blanche Lightwood

Wiek: 20 lat

Data urodzenia: 31 sierpnia

Wygląd: Metr siedemdziesiąt cztery. W piętnastocentymetrowych butach. Posiada również ekscentryczne tatuaże, odstające uszy, kolczyki w dziwnych miejscach, krzywy zgryz, a także brzydkie palce.


Charakter: Chcesz ją poznać.
Nie magnetyzuje spojrzeniem, nie sprawia, że wodzisz za nią wzrokiem, nie przyspiesza rytmu twojego serca, nie przyprawia o rozdygotane kolana i spocone dłonie. Mimo tego – chcesz ją poznać. Codziennie podąża przed siebie uśmiechnięta, naciągając na uszy słuchawki większe o samej siebie i nieudolnie podskakując w rytmie muzyki, potykając się o własne nogi. Bardziej jak dwudziestoletnią kobietę przypomina małą dziewczynkę, która zakładając skarpetki nie do pary wzbudza w postronnych syndrom starszego rodzeństwa… bądź też, w skrajnych przypadkach, ściąga na siebie nieprzychylne spojrzenia, wołające o pomstę do nieba. Często, kiedy wydaje się jej, że nikt nie patrzy, tańczy jak epileptyczka, spoglądając prosto w słońce i rozsiewając po świecie bakcyla pozytywnej energii.
Wygląda niepoważnie, kiedy przy swoim niskim wzroście przepycha się łokciami pośród mieszaniny metali (w pogo, znaczy się), śmiejąc się przy tym jak mysz do sera. Małe, pozornie nieistotne rzeczy sprawiają jej największą radość, którą chce się dzielić ze światem. Odda potrzebującemu swój bilet autobusowy, jazdę na gapę uważając za przednią rozrywkę, poczęstuje żula papierosem, odwzajemniając jego bezzębny uśmiech (istnieje reguła, że jeśli w promieniu kilku metrów znajduje się więcej osób, i tak zawsze to ona zostanie wybranką), przepuści niecierpliwą, starszą panią w kolejce w warzywniaku, uznając, że nic się nie stanie, jeśli w tym czasie przesłucha o jedną piosenkę więcej. Gdy przypadkiem znajdzie się na meczu, będzie wykrzykiwać przyśpiewki, których nie zna, a podczas koncertu to właśnie ją poniosą na rękach. Posiada znajomych wśród wszystkich warstw społecznych, gdyż z reguły nie przekreśla ludzi przed startem, nie darzy jednak całej społeczności ludzkiej miłością bezwarunkową. Jej prostolinijna natura, choć czasem może wydawać się zbyt bezpośrednia, szokująca lub niesmaczna (to jedna z tych osób, które nie mają problemów z przeplataniem rozmowy o kreskówkach tudzież komiksach uwagami na temat ulubionych filmów pornograficznych – żyjemy w dwudziestym pierwszym wieku, ludzkość jest dla ludzi) raczej nie rodzi pejoratywnych emocji. Kreuje jedynie wolnego ducha, trochę nieokrzesanego, trochę zagubionego, ale to właśnie od Kenny powinno brać się korepetycje ze szkoły życia. Nie zaprząta sobie głowy powierzchownymi wartościami, jest oddana swoim ideom i nie bierze na serio opinii publicznej, podążając za tym, co dyktuje jej narząd oficjalnie odpowiedzialny wyłącznie za pompowanie krwi w tętnice.
Mentalność Kennedy to zlepek przypadkowych, niepasujących do siebie cech. Jest nierzeczywista. To eksperyment, podła manipulacja Matki Natury, która narzekając na nudę postanowiła zamknąć chaos w tym śmiesznym ciele. Składa się ze skrajności, jak ogień i woda, cisza i zgiełk, dzień i noc, piękno i brzydota, proza i poezja. Gdyby miała trzecie imię, zapewne brzmiałoby ono Spontaniczność. Poddaje się chwili, płynie z prądem, jeśli ma na to ochotę, by po chwili ciskać gromami we wszystkich, którzy narzucają jej swoją wolę. Woli działać na własną rękę, co zapewne wynika z niezmierzonych pokładów piekielnej ambicji i niewygasającej chęci stawiania sobie poprzeczki coraz to wyżej i wyżej. O ile jednak nie pozwala wkraczać na swoje pole działania obcej parze butów, chętnie służy pomocą innym… w ramach zdrowego rozsądku. Nie daje się wykorzystywać. W sytuacjach krytycznych wpada w niepochamowaną złość, by chwilę później chillować z papierosem w ustach i zastanawiać się, co właściwie ją napadło.
Jest niezdecydowana, ale wie, czego nie chce. Kiepskiej pogody w weekend, oglądania tego samego filmu po raz drugi (cóż za marnotrawstwo czasu, przecież jest jeszcze tyle innych, które chce zobaczyć), zombie apokalipsy, zupy grochowej na obiad i innych, nieistotnych rzeczy. Nie ma wielkich planów, bo życie toczy się tu i teraz, ona chce się bawić i być niepoważną. Jest gotowa w każdej chwili ruszyć w nieznane, uważając bagaż za zbędny ekwipunek – wystarczy jej ten z doświadczeniami. Powiedz, że nigdy nie jadłeś prawdziwych, amerykańskich naleśników, a zabierze cię tam, gdzie je serwują. Powiedz, że nie jechałeś nigdy rollercoasterem, a piętnaście minut później będziecie w drodze do wesołego miasteczka. Żadna chwila spędzona w jej towarzystwie nie jest marnotrawstwem czasu. Patrzy na świat do góry nogami, od podszewki, bombardując postronnych swoimi absurdalnymi spostrzeżeniami, nie jest jednak głosicielką świeżych poglądów filozoficznych, wychodząc z założenia, że w tym temacie wszystko już zostało powiedziane, a kolejne próby są tylko odnawianiem starych teorii. Nie narzuca nikomu swojej woli, pozwala trwać obok i odejść, jeśli zajdzie taka potrzeba.
Ma nieznośną manierę przywłaszczania sobie cudzych przedmiotów, które uzna za interesujące. Kocha się w abstrakcjonizmie i uwielbia palić papierosy w wannie, zwłaszcza podczas długich, ciepłych kąpieli z dużą ilością piany. Posiada alergię na bycie okrzykiwaną mianem artystki, ale potrafi spędzać godziny tworząc psychodeliczne grafiki, które później wiesza w pokoju lub sprzedaje jako projekty nadruków na koszulki, tudzież wystawia w aukcjach na eBayu. Kiedy pracuje nie lubi, gdy ktoś jej przerywa. Zamyka się najczęściej w swojej samotni, do późnych nocy przelewając swoje wizje na papier, tworząc piękno z nieestetycznych elementów. Bawi się sztuką i to z nią chce wiązać swoją przyszłość – cóż, musieliby wpierw zrobić jej pranie mózgu, by pozostała w Rezydencji na dłużej, niż zajdzie taka potrzeba, ale głęboko zakorzenione pragnienie wszechwiedzy jest silniejszym bodźcem od potrzeby wyzwolenia. Jak dotąd jednak raczej skupia się na przyjemnym spędzaniu wolnego czasu. Czyta komiksy, ogląda kreskówki, bawi się syntezatorem, bije się z bratem, chadza na hulaszcze imprezy, uprawia dziki seks i tańczy na zgliszczach. Nie marzy o księciu na białym koniu, w lśniącej zbroi, wychodząc z założenia, że wszystko koniec końców i tak sprowadza się do zaspokajania przyziemnych pobudek.
Kolekcjonuje łyżki z kawiarenek, a także guziki zebrane na ulicy. Nie ma sprecyzowanego gustu muzycznego, na jej iPodzie można znaleźć zarówno true norwegian black metal, rockn’n’rolla, hard rocka, jak i muzykę eksperymentalną, psychodeliczną, ambient, bądź elektronikę. Namiętnie grywa w gry komputerowe (skyrimskyrim) pobijając rekordy niejednego przedstawiciela płci przeciwnej. Rzadko sięga lektury, częściej zaglądając na półkę z filmami. Lubi czarne komedie i stare bajki Disneya. Ubrania nosi wyłącznie w rozmiarze XXL, wygląda więc jak chodzący worek kartofli.

Talent: Giętki umysł. Z nadludzką łatwością przyswaja nowe informacje i umiejętności. Wystarczy, że pozna podstawowe zasady, a jest w stanie zrozumieć prawie wszystko, niestety nadal ma problemy z zatrzymaniem nabytej wiedzy na dłużej, jeśli systematycznie jej nie utrwala.

Historia: Jak zwykle – niewiele mam w tej kwestii to powiedzenia. Najchętniej bym ją pominęła, ale zdaje się, że to niemożliwe. Dlatego nie spodziewajcie się dramatycznych zwrotów akcji, zapierających dech piersiach wydarzeń, rozlewu krwi, zawiłej akcji z punktem kulminacyjnym, ani nierozwikłanych zagadek.
Dzieciństwo Kennedy nie należało do tych mlekiem i miodem płynącym. Ojciec sukcesywnie się wyniszczał, a matka była zbyt zajęta pracą i utrzymaniem domu, by poświęcić czas swoim fajnym dzieciom (chyba nikt nie śmie tego podważać), które wychowywały się… same, na to wygląda. Nikt nie wskazywał im życiowej drogi, może dlatego Mike stał się kretynem, zaś Kenny dziwolągiem, kształtowanym przez zupełnie obcych, przypadkowo napotkanych ludzi.
Ich życie stanęło do góry nogami, kiedy matka nagle postanowiła się wyzwolić z dotychczasowej rutyny, znajdując sobie inną… partnerkę. Ojciec się załamał, Mike niespodziewanie zniknął bez słowa wyjaśnienia, a Kenny podjęła spontaniczną decyzję zamieszkania w tej nowej, dziwnej rodzinie, która nawet całkiem przypadła jej do gustu – zawsze przejawiała skłonności do obdarzania szczególną sympatią tego, co odstawało od ogólnie przyjętych norm.
Żyła sobie z dnia na dzień, pewnie chodząc do jakiejś bombowej szkoły dla niszowych artystów, niewiele rozmyślając o życiu, zbierając kolejne guziki i niszcząc się na mocno zakrapianych alkoholem imprezach. Dorabiała sobie dodatkowe grosiwo pracując w budce z lodami, co w rzeczywistości wyglądało tak, iż większość rozdawała dzieciom za darmo. Mroczną plamą w jej życiorysie jest fakt, że nigdy nie pojawiała się w żadnym sklepie z asortymentem plastycznym dwa razy, gdyż najczęściej wyposażała się za darmo, umiejętnie wywiadując sprzedawców w pole. Ale to w sumie nie jest w ogóle ważne. Ważne jest natomiast, że namiętnie chadzała na koncerty maści wszelakiej, co noc (a raczej co ranek) wracając z kolejnymi siniakami na ciele. Bawiąc się tak pewnego razu pod samą sceną, jej skromne serduszko zostało po raz pierwszy celnie przebite strzałą Amora. Młodzian obsługiwał syntezator, miał na sobie Vansy, mierzył coś koło metra dziewięćdziesięciu, a jego ciało w całości było pokryte tatuażami. Niewiele zastanawiając się podbiła do niego po koncercie, powiedziała hejka i bez zbędnego krążenia wokół tematu zapytała, czy chciałby się z nią umówić. Miły, młody człowiek spojrzał na nią z politowaniem i, aby spławić niechcianą interesantkę, która nolens volens wyglądała na lat szesnaście, zgodził się, pod warunkiem, że wpierw pokaże mu, jak obsługuje syntezator. Nie zdawał sobie chyba jednak sprawy, z jak bardzo ambitną i upartą istotą miał do czynienia. Kenny (nie zważając na honor, bo, zdaje się, to dla niej pojęcie zgoła abstrakcyjne) przystała na roszczenia, namawiając jegomościa, by przeprowadził jej chociaż drobną prelekcję. Chłopiec w Vansach zgodził się niechętnie, poświęcając jej mniej, niż pięć minut.
Pięć minut, podczas których objawił się talent Kenny. Nie wie, jak to się stało, ale po tych kilku chwilach okazało się, że całkiem nieźle gra na sprzęcie elektronicznym. Szkoda tylko, że do randki nigdy nie doszło, bo niedługo później trafiła do Rezdencji.
Fajnie też, że okazało się, iż od ponad pół roku mieszkał tam Mike.
Grupa: nadnaturalni

Poziom zaawansowania: średni


Ostatnio zmieniony przez Kennedy dnia Pon Maj 21, 2012 12:37 pm, w całości zmieniany 11 razy
avatar
Kennedy
~ * ~


Powrót do góry Go down

Re: Kennedy Blanche Lightwood - Claire Boucher

Pisanie by Aaron on Nie Maj 20, 2012 7:16 pm

OMG ALE FAJNA.
ale myślałam że majk ją będzie bronił przed chlopakami a tymczasem ona swoim wyglądem broni się sama !
Najwyraźniej majk zabrał całą urodę dla siebie.
ALE ZA TO.MAJK MOŻE KOGOŚ POBIĆ JAK POWIE KTOŚ ŻE ONA JEST BRZYDKA !!
avatar
Aaron
~ * ~


Powrót do góry Go down

Re: Kennedy Blanche Lightwood - Claire Boucher

Pisanie by Kennedy on Pon Maj 21, 2012 7:36 am

SORKI NIE WIEDZIAŁAM, ŻE MIAŁA BYĆ ŁADNA

ale zwykle marnie wychodzą mi z założenia ładne baby ;/
avatar
Kennedy
~ * ~


Powrót do góry Go down

Re: Kennedy Blanche Lightwood - Claire Boucher

Pisanie by Konstanty on Pon Maj 21, 2012 10:27 am

Hehe, niby jakim sposobem Mike zabrał całą urodę dla siebie, jak ja widzę niesamowite podobieństwo między nimi XDDD Zastanawia mnie tylko czy oni są bliźniętami, czy źle dobraliście wiek, w końcu mają inną datę urodzenia, a tylko wiek ten sam.
Ogólnie ekstra ma charakter *.* I koniecznie musi mieć jakieś pozytywne relacje z Barbie, Dylanem albo nawet Saturnem!
avatar
Konstanty
urocza dziewica


Powrót do góry Go down

Re: Kennedy Blanche Lightwood - Claire Boucher

Pisanie by Kennedy on Pon Maj 21, 2012 12:24 pm

Ale Mike ma już 21 chyba ^^ znaczy Poks mi mówiła, że ma już 21. W każdym razie jest rok starszy xD

(ha! z Barbie i Dylanem na pewno znajdą wspólny język!)
avatar
Kennedy
~ * ~


Powrót do góry Go down

Re: Kennedy Blanche Lightwood - Claire Boucher

Pisanie by Justin on Pon Maj 21, 2012 12:53 pm

No to ja nie wiem jak jest z tym Pokemonem, zupełnie nie dba o zmienianie wieku w profilu ;33 Jakby myślała, że wszystko ja za nią zmienię

akcept

___________________________


Justin Jeremy Reid

oh, you touch my tralala, mmm... my ding ding dong.
fon-pb-look-relacje-the oc
avatar
Justin
mistrzu


Powrót do góry Go down

Re: Kennedy Blanche Lightwood - Claire Boucher

Pisanie by Aurelia on Pon Maj 21, 2012 1:15 pm

... i tak wiadomo, że za nią zmienisz : *****

i posty za nią napiszesz

i postacie po niej przejmiesz

pokemon musi tylko leżeć i pachnieć xd



a co do postaci to
avatar
Aurelia
słit sikstin


Powrót do góry Go down

Re: Kennedy Blanche Lightwood - Claire Boucher

Pisanie by Lily on Pon Maj 21, 2012 2:44 pm

hahahahahahahahah, JULKA TO BARDZO PRAWDZIWE.
Nie, żartuję :**********
Ale zmieniłaś już na 21?
avatar
Lily
~ * ~


Powrót do góry Go down

Re: Kennedy Blanche Lightwood - Claire Boucher

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach