Pixie Less - AnnaSophia Robb

Go down

Pixie Less - AnnaSophia Robb

Pisanie by Pixie on Pon Maj 07, 2012 1:39 pm

Imię i nazwisko: Pixie Less

Wiek: 17 lat

Data urodzenia: 21 czerwiec

Wygląd: AnnaSophia Robb


Charakter: Widzisz ją na ulicy. Niska blondyneczka, szybko przeciska się między przechodniami. Ubrana w zwiewną sukienkę i lekkie sandałki. Odwraca się i widzisz szarawo niebieskie błyszczące oczęta biegające po tłumie, mały nosek i jasne różane ustka. Myślisz sobie "co za urocza dziewczyna". Nie jest żadnym tam plastikiem, żadną wysłodzoną lalą, po prostu naturalna słodycz, taka którą chcesz bronić, tulić, a kiedy podskakuje martwisz się czy aby nic jej się nie stanie. Widzisz, że jest już starsza, ale i tak wzbudza w Tobie rodzicielskie odczucia, chociaż można zauważyć, że jest też piękna i jeśli jesteś facetem możesz co do niej odczuć nawet i inne odczucia. Ale przestańmy słodzić o Pixie widzianej na ulicy. Skupmy się na niej samej.
W gruncie rzeczy oceniając ją w stylu "po okładce" można zgadnąć mniej więcej jej charakter. Ale nie będę tu słodzić o byciu uroczą niewiastą w wianku na głowie, przed którą leży baranek, a nad którą lata motylek. Jakby sama o sobie powiedziała Pixie? "Och, jaka jestem? O matko! Przede wszystkim jestem straszną fajtłapą!". Jak widać to zdanie ukazuję, aż dwie cechy charakteru. "Aż dwie? Jak to?", ach już wyjaśniam. Oczywistą oczywistością, że za pewne ty być powiedział, że jesteś "ciotą", jednak Pixie jest zbyt dużą cnotką, żeby się wulgarnie wyrażać. Ale nie róbmy z niej zaraz Matki Teresy z Kalkuty! Naturalnym faktem jest to, że jak dziewczę mocno w coś przywali lub coś jej nie wyjdzie lub po prostu ma okres to poleci parę "kurw". Jednak Pixie wystrzega się tego jak może. Nawet nie w wymuszony sposób, ze względu na religie (jest ateistką) ale gdzieś tam w jej wnętrzu jej wielkie sumienie krzyczy jej prosto do ucha "tak po prostu nie można dziewczyno!". Anioł. No po prostu istny anioł.
Anioł, który wywraca się na prostej drodze, rumieni się z zażenowania, czerwieni się od śmiechu, peszy się od słowa "sex" i za żadne skarby nie daje się zdemoralizować. Anioł kochający wszystko i wszystkich, który potrafi wszystko wybaczyć, jeśli ta osoba przyjdzie z przeprosinami oczywiście. Anioł latający jedynie wtedy, kiedy spada ze schodów, wpadający w histerię na filmach o pieskach , zarykujący się śmiechem na filmach z Johnnym Depp'em i chowający się pod kołdrą pod czas burzy. Anioł o dużym sercu, a serce to jest tak ogromne, że pomieści wszystkich ludzi na świeci, dla których później zrobi wszystko przezwyciężając nawet własne lęki. Anioł z upodobaniem do hazardu, na którym zazwyczaj dużo traci.
No i przesłodziłam. A miało nie być słodko. Ale Pixie to taki właśnie Anioł, który wieży w dobroć świata. I jeśli chodzi o takie aniołki to nie da się nie słodzić.

Talent: Dziewczę ma bardzo specyficzny talent. Wydaje się on zdecydowanie szalenie śmieszny i kontrastowy z jej dobrotliwą naturą. Kiedy tylko chce blondynisku rosną pazury, jasne niczym jej włosy futerko, włosy się kurczą, kły wychodzą z ust i w jednej chwili z malutkiej bezbronnej dziewczynki Pixie zmienia się w krwiożerczą bestie, znaną innym jako lwica.

Historia: 19 sierpień. Słońce wysoko przygrzewa wesoło w szpitalu w Ottawie w Kanadzie. Miasto położone tuż przy granicy z USA było jednak tak kontrastowe ze zgiełkiem domów i wszechogarniającym tłumem tego kraju. Jest Kanadyjskie. Bardziej przyjazne, bezpieczne. Ale nie Ottawy ma być to historia. Lecz małej dziewczynki, która przyszła na świat w szpitalu położonym na przedmieściach tego miasta. Po godzinach bóli, skurczy, wszechobecnych okrzyków "przyj Lizzy! Przyj!", łez i śmiechów na świecie pojawiło się małe zapłakane bobo. Całe we krwi, łzach, zmarznięte, nie wiedzące co się dzieję. Pierwszy oddech. to pierwsza czynność jaką człowiek robi tuż po narodzinach. Pierwsza jego samodzielna czynność. Kiedy już po raz pierwszy oddychasz stajesz się osobną jednostką niezależną od niczego. Jednak mały szkrab nie oddychał. Zachłysnął się powietrzem, załkał, zalał się łzami, ale nie oddychał. Stado pielęgniarek, lekarzy i maszyn zaraz pochłonęło niemowlę z daleka od matki i zaczęło się nim zajmować. Ekipa niczym z Dr. Hausa po godzinach pracy, odkryła u dziecka pewną deformację. Po operacji na malutkich płucach udało się lekarzom na prawić ten błąd, który wdarł się podczas rozwoju dziewczynki w brzuchu matki. Dziecko, w przeźroczystym pudełku, z podłączonymi kablami do małych rączek i zabandażowaną mała klatką piersiową wróciło znów do matki, która zalana była łzami i katarem jednak przyjęła do siebie dziecko z wyraźnym na twarzy szczęściem. Mąż aż musiał ją powstrzymywać, żeby zrazu nie wyrwała tych wszystkich rureczek i nie porwała dziecka ze szpitala. "Prześpij się", powiedział, "nic już jej nie grozi". Żona spojrzała na niego przepełniona szczęściem, chwyciła jego rękę i uśmiechnęła się przez łzy. "Masz racje", odpowiedziała, "nic już nie grozi naszej małej Pixie". W nocy zmarła.
19 sierpień. 5 lat później. Mała dziewczynka mocno ścisnęła rękę swojego ojca. Padał właśnie letni deszcz, a oni stali pod zieloną parasolką przed szarą mogiłą. Na mogile ładną szarą czcionką napisane było "Elisabeth Less, ur. 13 kwietnia, zm. 19 sierpnia. Omnia vincit Amor". Małe szare oczka spojrzały smutno na pogrążonego w myślach mężczyznę. "Tatusiu..." mała rączka, pociągnęła większą, "Co znaczy ten napis na grobie mamusi?". Mężczyzna uśmiechnął się słabo i poprawił parasolkę. "Ten napis znaczy: miłość zwycięża wszystko". Szare oczka znów spojrzały na ciemną mogiłę. Myśli burzowały pod blond czupryną. "Tatusiu", zaczęła znów mówić, a ojciec spojrzał na nią ciepło lecz smutno, "ale czy to miłość zwyciężyła mamusię?". Mężczyzna zaśmiał się. "Tak. Zwyciężyła ją kiedy mnie poznała, zakochaliśmy się w sobie, zwyciężyła ją kiedy się urodziłaś i od pierwszego wejrzenia mamusia Cię pokochała. Jednak mamusia zawsze potem otrząsała się z pierwszych ciosów miłości. To śmierć tak na prawdę zwyciężyła mamusię.". Szare oczy spostrzegły łzy napływające do brązowych oczu mężczyzny. Dziewczynka mocno przytuliła się do nogi swojego ojca. "Tatusiu. Nie płacz. Mamusia jest niezwyciężona, na pewno w końcu wygra z tą głupią śmiercią!". Ojciec zaśmiał się cicho i potarmosił blond włoski dziewczynki. "Na pewno", powiedział cicho, spojrzał ostatni raz na pęk czerwonych goździków moknących na deszczu i odsunął dziecko od swojej nogi. "Chodźmy już", powiedział i dwie postacie zaczęły zmierzać powoli w stronę wyjścia. Na szarym tle, byliby nie widoczni, gdyby nie zielona parasolka. Ulubiona parasolka Elisabeth Less.
19 sierpnia. 10 lat później. Trzy piętnastolatki szły powoli przez ścieżkę w parku. "Pixie. No zostań. Przyjdzie Brandon. Wszyscy wiedzą, że podobasz się Brandonowi", rudzielec starał się zatrzymać blond dziewuszkę. "Nie mogę. Nie dzisiaj. Muszę iść na cmentarz." odparła dziewczyna. "Pixie, są Twoje urodziny! Powinnaś się cieszyć i balować z Brandonem, a niech kisić się na cmentarzu" odparowała czarnowłosa. Blondynka westchnęła, "Przecież wiesz, że nie piję.", "ale Pixie, chociaż raz spróbuj! Tylko raz w życiu będzie obchodzić piętnastkę! Do matki możesz zajrzeć w każdej chwili!", "Raz w życiu będę też obchodzić szesnastkę, siedemnastkę i wiele innych. A ta wizyta jest dla mnie ważniejsza, niż piwko z Brandonem.", "Dobrze, wiemy przecież wszyscy, że Twój ojciec jest świrem..." "MÓJ OJCIEC NIE JEST ŚWIREM!" w szarych oczach pojawiły się łzy, a mała pięść wylądowała na twarzy rudej dziewczyny. Wszystkie trzy wytrzeszczyły oczy. Pixie Less jeszcze nigdy nikogo nie uderzyła. "Boże! Kobieto! Panuj nad emocjami!" ruda i czarnowłosa odeszły, a mała blondynka zalała się łzami i opadła na ławkę w parku. Od 3 lat jej ojciec miał ciężką depresję. Nie odzywał się, nie okazywał żadnych emocji, nie robił nic. Pixie od razu kiedy to zauważyła zgłosiła to do szpitala. Od tej pory jej ojciec mieszkał z Zakładzie i wypuszczali go jedynie 19 sierpnia. Wychodził wtedy z opiekunem i spotykał się z Pixie, razem szli na cmentarz i tak jak 10 lat wcześniej stali pod zieloną parasolką i wpatrywali się w srebrny napis "Omnia vincit Amor". Z oczu ojca leciały łzy, ściskał rękę córki i mówił, że "miłość go zwyciężyła". Kiedyś Pixie nie mogła zrozumieć tych słów. Teraz rozumiała. To miłość to jej matki go zwyciężyła. To przez stratę własnej żony dostał depresji, chociaż na początku bardzo starał się wytrzymać, starał się dla Pixie, którą kochał równie mocno. Wytrzymał 8 lat. Potem Pixie weszła do domu i zastała go milczącego, patrzącego na czerwone goździki. Kiedyś jej powiedział, że to były ulubione kwiaty jej matki. Od czasu jej śmierci kupował je codziennie. Wiedział też, że się łamię. Dlatego wysłał córkę do szkoły z internatem, którą opłacił całą. Była to szkoła podstawowa, gimnazjum i liceum w jednym. Potem miała stać się pełnoletnia i radzić sobie sama. Starał się jak mógł. A teraz... a teraz siedział na stołku, brał lekki i od czasu do czasu wspominał coś co zrobiła Elisabeth. Opiekunowi mówili jej, że robi postępy. Ale kiedy Pixie go odwiedzała to nie widziała tych postępów. Wstała z ławki i otarła łzy. Ojciec nie powinien wiedzieć, że płakała. Jeszcze by się zaczął obwiniać. Westchnęła ciężko i wyrzuciła całkowicie przemoczoną chusteczkę. Ruszyła powoli w stronę przystanka autobusowego. Czy winiła kiedykolwiek ojca za to, że ją zostawił samą? Nie. Nikogo nie winiła. Po prostu nie był na tyle silny co jej matka, żeby nie dać się pokonać miłości na dłuższą metę.
13 kwietnia bieżącego roku. Siedemnastoletnia dziewczyna powoli położyła czerwone goździki na szarej mogile. W urodziny matki nie wypuszczali ojca z Zakładu, ale ona przychodziła tu w jego imieniu. Co prawda nigdy nie poznała swojej matki, ale kochała ją. Dziwiła się czasem, ze żywi takie duże emocja do osoby, której nawet nie pamięta jednak nosi jej zdjęcie w portfelu. Usiadła na trawie przed grobem i rozpłakała się. W szkole nie miała łatwo. Uczyła się dobrze, miała dobre stopnie i jednego zaufanego przyjaciela. Właśnie miała przyjaciela. Porzucił ją, a raczej ona. Dlaczego? Ujmijmy to słowami tej zdziry "Słuchaj Pixie, nie mniej mi tego za złe, ale jak się z Tobą zadaję to ludzie mnie unikają. Wybacz. Ale to mój ostatni rok, a nie chcę, żeby mnie źle zapamiętano", Pixie pokiwała na to tylko głową, wyszła i pobiegła do kwiaciarni. Kupiła goździki, przejechała cała drogę na cmentarz i dopiero w tym miejscu wybuchła płaczem. Miała dość. Była całkiem sama. Matka nie żyje, dziadkowie nie wiadomo gdzie, zaszyli się na drugim końcu kanady, ojciec w Zakładzie, a jej najlepsza przyjaciółka porzuciła ją tylko dlatego, że bała się o swój wizerunek. Pixie poczuła się jak śmieć. Jak patałach, którym wszyscy pogardzają. Na ogół sympatyczna dla wszystkich, nawet dla tych którzy ją obrażali, uśmiechnięta, dobra i pogodna dziewczyna złapała się mocno za głowę i krzyknęła. Ale z jej ust nie wydobył się zwykły ludzki krzyk, lecz ryk. Lwi ryk. Szare oczy o mało nie wyleciały w oczodołów, a drobne ręce zakryły usta. Już po chwili całe ciało zaczęło ją swędzieć, jej głowa rosnąć, a wszystko boleć, chciała krzyczeć, lecz jedyne co robiła to ryczała. W końcu stała. Na czworaka. "Ale jak to... co się dzieje?" myślała panicznie i w szarej mogile zobaczyła odbicie lwa. "Leeew!" chciała krzyknąć przerażona i zacząć uciekać, ale z jej ust wydobył się jedynie ryk, a ona odbiła się od dwóch łap i wylądowała na pysku. Spojrzała w dół. Pazury, furto, łapy. "Ja... ale jak to... co... ale... nie możliwe..." długo nad tym nie myślała, gdyż w jej udo wbiło się coś ostrego, a ona już po chwili leżała nie przytomna. Obudziła się już w ludzkiej formie na fotelu wciśnięta między dwójkę ludzi. Spojrzała na nich nieogarniętym spojrzeniem. Kobieta i mężczyzna. Wyglądali dosyć przeciętnie. Kobieta spostrzegła, że Pixie otworzyła oczy. Szturchnęła mężczyznę "wstała". Powiedziała. Mężczyzna zerknął na Pixie i uśmiechnął się przyjaźnie. Dziewczyna odwzajemniła uśmiech tylko trochę bardziej ospale. "Pixie Less, witaj wśród Utalentowanych" powiedział.
Od parunastu dni Pixie jest już w Tromoso w Norwegii i mieszka w Rezydencji. Nie zna prawie nikogo i raczej trzyma się na uboczu. Boi się swoich mocy, boi się mocy innych. Mimo to stara się uśmiechać i pytać możliwie o wszystko. Jednak w Ogródku Zimowym znalazła mała sadzonkę czerwonych goździków. Stara się zaglądać tam najczęściej jak może. Kwiat ten jest w końcu jej jedyną pamiątką po ojcu i matce. Jest niczym członek rodzinny. A rodzinny ta pani nigdy nie zaniedba.

Grupa: Polimorfi

Poziom zaawansowania: słaby
avatar
Pixie
rawr!


Powrót do góry Go down

Re: Pixie Less - AnnaSophia Robb

Pisanie by Barbie on Czw Maj 10, 2012 6:54 pm

Uuu, pięknie rozpisana historia <3 akcept

już ją lubię!
avatar
Barbie
darmozjad


Powrót do góry Go down

Re: Pixie Less - AnnaSophia Robb

Pisanie by Scarlett on Czw Maj 10, 2012 7:26 pm

Uwielbiam ją <3

Javier(tygrys) ją przeprzeprzeuwielbia <3333333333333333333333333
avatar
Scarlett
~ * ~


Powrót do góry Go down

Re: Pixie Less - AnnaSophia Robb

Pisanie by James on Pią Maj 11, 2012 9:06 am

haha, dobra charakterem towarzyszka Nelki ^^
avatar
James
~ * ~


Powrót do góry Go down

Re: Pixie Less - AnnaSophia Robb

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach