Haiden Hämäläinen / Gillian Zinser

Go down

Haiden Hämäläinen / Gillian Zinser

Pisanie by Haiden on Sob Kwi 07, 2012 2:52 pm

Imię i nazwisko: Haiden Hämäläinen

Wiek: 18

Data urodzenia: 29 grudnia

Wygląd: (Gillian Zinser) Półdługie blond włosy, szare oczy, niepozorna mina, prosząca o dobicie, tak w ramach humanitaryzmu, wredny uśmieszek, albo maska pozbawiona emocji.


Charakter:
Bezpośrednia. Nie widzi sensu w przesiewaniu słów przez drobne sitko. Właściwie, to mówi, zanim jeszcze pomyśli, jak dokładnie może to zabrzmieć. Często wynikają z tego kłopoty, ale jakoś w pełni do nich przywykła. Nic w rodzaju potykania się o klamki, albo spadania z krzesła, przez trzy strony, raczej za często znajduje się w obszarach konfliktowych, z narwanymi ludźmi. Introwertyczka. Nie ma najmniejszej ochoty dzielić się ze światem. Tłumi swoje uczucia, i nie ważne, czy są pozytywne, czy raczej negatywne.Czasem mimo iż się uśmiecha, a wygląda to naprawdę przekonująco, to tylko jedna z wielu masek, jakie decyduje się zakładać, by chronić swoją prywatność oraz pozorne bezpieczeństwo. Buduje wokół siebie grube mury i naprawdę, powodzenia, jeśli decydujesz się chociażby wyciągnąć jedną cegłę. Nie przywiązuje się do ludzi, boi się, że wtedy zostanie w jakiś sposób ograniczona, obnażona ze wszystkich swoim sekretów, potrafi być naprawdę oschła, a swoim antypatycznym podejściem sprawia, że momentalnie oni nie chcą przywiązać się do niej. Jest wredna, używa stanowczo za dużo ironii. Bacznie obserwuje wszystko, co się wokół niej dzieje, ale podchodzi do tego z wyjątkową rezerwą. Obserwacje pozwalają jej tworzyć teorie na pewne tematy, które to teorie w większości się sprawdzają. Nie uznaje większości narzuconych zasad, lekceważy ogólnie przyjęte normy. Nie ma oporów, aby wejść do męskiej toalety i przy okazji zbluzgać kilku facetów, rzucających w jej stronę dziwne uśmiechy. Nie będzie to oczywiście wybuch wielkiej agresji, a raczej mamrotanie pod nosem. To tego całego zbioru negatywnych cech, które zdecydowanie w niej przeważają, trzeba dodać jeszcze pewność siebie i upartość. Nie jest to taka typowa upartość, wie kiedy odpuścić, albo w ogóle się nie przejmować. Dotyczy to raczej jej samej i tego, co sobie postanawia. Nie róbmy z niej jednak takiego potwora. Ma ogromny dystans do siebie, prawie nigdy nie bierze tego, co jej mówią na poważnie, tryska energią, jest wyjątkowo nadpobudliwa, roztrzepana, niektórzy mówią nawet, że szalona, to nie tak, że zawsze będzie wrogo nastawiona do drugiego człowieka. Wszystko zależy od tego, kim dany człowiek dla niej jest, jeśli bliską osobą, może być pewna, że Haiden będzie najlepszą przyjaciółką, jaką tylko można znaleźć, najlepiej wychodzi jej trzymanie sekretów innych, ale mało obchodzi ich życie przeciętnego śmiertelnika, ma je w dupie. A kiedy już się rozgada, na bezsensowne tematy, trudno ją zatrzymać.

Talent: Toksykineza - kontrola nad szlamem, gazami, zarodnikami, osadem, generalnie wszystko, co ma w sobie jakiś procent toksyn. Nie może ich sama wytworzyć, ani całkowicie zlikwidować.

Historia:
Tarararararara! Maszcie i czytajcie to wszyscy. Nic nadzwyczajnego, nic tragicznego. Chociaż, chciałoby się z jej historii zrobić jakiś dramat. Obawiam się, iż będzie to bardziej komedia, albo jeszcze gorzej, suchar, taki spalony, że aż popiół. Panna Hämäläinen jest córką Rosjanki oraz Brytyjczyna, noszącego nazwisko Finlandczyka, który był jego ojcem.
Urodzona dwudziestego dziewiątego grudnia, gdzieś koło godziny trzeciej nad ranem. Już nawet przy porodzie musiała dać do zrozumienia całej rodzinie, że przy niej się nie wyśpią. Swoje imię - Haiden, otrzymała dopiero miesiąc po narodzinach. Jest to trochę nieprawdopodobne, ale tak właśnie było. Matka upierała się przy Anastasiya, ojciec chciał Audrey, babcia natomiast stwierdziła, że ładnie jej bez imienia i po jaką cholerę się w to bawić, machnęła drutem prawie wybijając oko pielęgniarce i poszła zapalić papieroska. W ostateczności zorganizowano głosowanie wśród znajomych, a Sofija była w ciężkim szoku, kiedy jej bracia kłócili się, czy ich siostrzenica pisała będzie swoje imię przez 'i' czy przez 'y'. Drugi miesiąc jej życia był tragiczny. Nie, nie umarł jej ojciec, nie okazało się, że ma chorobę, w której brakuje części chromosomu piętnastego, nie została porwana przez handlarzy żywym towarem. Gorzej. Każdej nocy i każdego dnia, darła swój mały czerwony ryjek, bez konkretnego powodu. Babcia głosiła pradawne mądrości na temat likwidowania kolki, matka nie miała już siły siedzieć i bujać jej na huśtawce, a ojciec dzielnie chodził do pracy i zmieniał pampersy jak już wracał. A wystarczyłoby tylko przestawić łóżeczko pod okno, bo tam gdzie stało, gromadziła się negatywna energia. W ogóle nie znali się na przepływie czakry i jak ona miała dorastać w takich warunkach. Omińmy kolejne miesiące krzyków i zatrzymajmy się na nauce chodzenia. To nie był dobry pomysł, żeby ją tego uczyć. Jeszcze gorsze stało się gadanie. Od tego momentu, nasza bohaterka jest wszędzie i to wcale nie jest hiperbola. Właziła na meble, chowała się pod zlewem, spała w wannie, uciekała do sąsiadki przed kotem starszej pani z okna, który miał przechodzić egzorcyzmy, ale jednak się nie udało. Raz zleciała z komody i to mógł być jej definitywny koniec, jednak jakoś się pozbierała. CUDOWNA WIADOMOŚĆ DLA WSZYSTKICH, zwłaszcza, dla właściciela warzywniaka, do którego wpadała co tydzień, rozwalić gigantyczną górę pomidorów. I nie mogła zrozumieć, dlaczego rodzice nie kupią jej braciszka, takiego jak ma Amanda, która chodziła zawsze napuszona do przedszkola, bo miała wszystkie lalki Barbie, jakie się w ogóle pojawiły. A Haiden miała pokemony. I samochodziki. Dlatego też, wszyscy zaczęli się zastanawiać, czy przypadkiem jej rodzice nie chcieli, aby była chłopczykiem. No niestety. Brakowało jej pewnej części w gaciach. A i tak wszyscy myśleli, że jest facetem, bo co to, dziewczynka nazywa się Haiden. DZIWNE. Jakiś rok później Sofija i Nathaniel zdecydowali się na przeprowadzkę, ale gdzie? Tego nikt nie wie, po prostu, pewnego dnia zwołali walne zgromadzenie w salonie. Haiden była za mała, żeby zrozumieć o co tutaj chodzi, a właściwie to nie, pomyślała, że w końcu kupią jej braciszka, ale żeby to uczynić muszą jechać do Laponii, bo tylko tam sprzedają braciszków. Miała wtedy lat dziewięć i została z babuleńką i kłamstwem by było powiedzenie, że jej jest źle. Jakie było jej rozczarowanie, kiedy na święta dostała, głupią Barbie z Pieskiem. Potem była Barbie w ciąży, a potem Barbie Panna Młoda. Odkąd skończyła lat dwanaście, robiło się coraz gorzej. W jej urodziny, babcia dała jej kielicha, a gdy okazało się, że nie złapała zgona, wiedziała już, że z niej to będzie wzorowa absolwentka wyższej akademii melanżu, przed rodzicami obecnymi w próżni to ukrywano, oni przysłali jej helou kiti z plecaczkiem. Ćpunką stała się trochę później. Tutaj jeszcze jej się chciało uczyć. Teraz, wyobraźmy sobie taką sytuację :
Wielki dom, głośna muzyka, ludzie umierają w każdym miejscu, w którym jest choć trochę miejsca, pijany ogrodnik - Edek, kosi trawę piłą spalinową, a Haiden, zjarana w trzy dupy gotuje bigos, rozmyślając nad tym, dlaczego od małego uczy się dzieci jedzenia zupy łyżką, skoro widelec to taki mini trójząb, a to się równa narzędzie boga. I to był właśnie ten pierwszy raz z Marysią. I już wtedy wiedziała, że z pewnością nie ostatni. Cóż za zniszczone dziecko. Piętnaste urodziny również zakrapiane dużą ilością alkoholu oraz posypane fajnym, białym proszkiem, stanowiły punkt kulminacyjny w jej życiu. To naprawdę nic, że pamięta tylko moment, w którym przyszedł jej pierwszy chłopak (iiiihihih aaa jak suodko) , to też nic, że obudziła się nie-dziewicą, w taczce, która stała pod kościołem wyznawców Koranu, jakkolwiek profesjonalnie się to nazywa. I wtedy przestało jej się chcieć uczyć. Chociaż, w gruncie rzeczy, to i tak dużo czasu nie musiała poświęcać na naukę, zawsze przychodziło jej to z łatwością, ku wielkiej radości całej rodziny oraz dziwnej niechęci nauczycieli. Niejednokrotnie rodzice byli wzywani, bo ona, zamiast się uczyć francuskiego, rzucała jajkami jakąś spaloną na solarium lalę, z tipsami. Oficjalnie gardziła takimi ludźmi, dosłownie wszędzie. Trzymała się raczej z facetami, bo baby ją strasznie denerwowały, chyba, że była akurat pijana i miała ochotę na seks. Jednak, gdzieś między tym pierwszym kielichem, a utratą dziewictwa, wróciła do ich domu matka. Dziwnym faktem było, iż bez ojca. Okazało się, że ojciec jest w Anglii i nie ma zamiaru wracać, bo to już koniec ich małżeństwa. Co było powodem tego rozpadu? No nie do końca wiadomo, pewnie fakt, że ich miłość była prawie jak licealna. Ciąża też, swoją drogą. Mogli iść do MTV, by byli sławni przynajmniej, ale dalej...Matka wróciła i zaczęła się większa kontrola, zaczęły się tez większe kłótnie, i zjechało się tam kuzynostwo z Rosji i Bóg wie, ile mają zamiar okupować to miejsce, a codzienne chlanie z nimi do gustu młodej nie przypadło, ona miała zamiar się wyprostować! Albo po prostu dlatego, że po pijaki zaczynają śpiewać te dziwne , rosyjskie pieśni i ciągle bawią się matrioszkami, a ona tego słowa nienawidzi, bo nadal nie może zapamiętać, że to nie macioszka. Odkrycia swojego 'dziwactwa' wcale nie planowała. No dobra, od dawna chciała zamordować wszystkie rośliny tej starej małpy z kotem i wyciek toksyn z jej piwnicy był jak manna z nieba, a później w drzwiach pojawili się faceci w garniturach. Nie, ona tak sobie dopowiedziała, ważne jednak, że zabrali ją tutaj. Bo google mało o takich rzeczach wiedziało.
Grupa: to chyba będą chemicy

Poziom zaawansowania:
średni
avatar
Haiden
c==3


Powrót do góry Go down

Re: Haiden Hämäläinen / Gillian Zinser

Pisanie by Will on Sob Kwi 07, 2012 3:40 pm

Jestem fanką tej historii <3333333333

akcept akcept akcept!
avatar
Will
debeściak


Powrót do góry Go down

Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach